KONIEC LISTOPADA
DZISIAJ SĄ ANDRZEJKI
LAĆ WOSKI WYPADA
NIEPOTRZEBNE LEJKI
BO NA KAŻDYM KROKU
ZWYCZAJ SIĘ SPOTYKA
TYLKO RAZ W ROKU
TRWA WRÓŻKI PRAKTYKA
WRÓŻBY SIĘ SPEŁNIAJĄ
GDY JESTEŚMY SZCZERZY
NAU KĘ TEŻ DAJĄ
GDY SIĘ MOCNO WIERZY
WOSK MA BYĆ STOPIONY
I POTRZEBA KLUCZA
GARNEK WYPEŁNIONY
BABCIA MNIE POUCZA
NA ANDRZEJKACH BYŁEM
I WSZYSTKO WIDZIAŁEM
DOBRZE SIĘ BAWIŁEM
WOSK NA WODĘ LAŁEM
MOŻE NIE WIERZYCIE
LECZ TO NIE JEST BZDURA
TO JEST NASZE ŻYCIE
I NASZA KULTURA
Jestem jak idiota
Na chłopskim weselu
Czyli patriota
Jakich tu niewielu
Kocham swą Ojczyznę
Tak bez wzajemności
Mam niejedną bliznę
I nie wszystkie kości
Gdyby co do czego
To z niej nie ucieknę
W niej nie mam nic swego
Tylko życie wieczne
Ja moją Ojczyzną
Nie wycieram pyska
Chociaż inni prysną
Kryska na Matyska
Prochu nie wąchali
A mówią o wojnie
Odważniaków grali
Gdy było spokojnie
Wspomnienia niegodny
Nie pragnąłem sławy
Grób mój jest wygodny
Na nim trochę trawy